Ośrodek Rehabilitacji "Mysikrólik" poinformował o sprawie rannego koziołka, którym ani władze gminy Wilkowice, ani służby nie potrafiły się odpowiednio zająć, stwarzając tym samym ogromne zagrożenie dla uczestników ruchu. Na miejscu najpierw pojawili się funkcjonariusze policji, którzy skontaktowali się z wójtem, a po otrzymaniu jego deklaracji o zajęciu się sprawą zwierzęcia, odjechali. Wójt Wilkowic na miejsce wysłał myśliwego, który poinformował, że koziołek wkrótce padnie, po czym również odjechał.
Do Mysikrólika informacja o rannym zwierzęciu trafiła dopiero gdy koziołkiem zainteresowała się przejeżdżająca tamtędy osoba. Kobieta użyła swojego żakietu aby nakryć głowę i oczy zwierzaka, który ostatecznie został zabrany do ośrodka Mysikrólik.
Władze gminy i policja wiedziały o rannym zwierzęciu, jednak zostało ono pozostawione na miejscu bez zabezpieczenia i pomocy. Próbując wstawać, mogło spowodować zagrożenie dla uczestników ruchu na dość ruchliwej drodze. Historia zna już takie przypadki. Panie Wójcie brak działania i pozostawienie rannego cierpiącego zwierzęcia jest już znęcaniem się nad zwierzętami. Mamy nadzieję, że strony wyciągną wnioski na przyszłość z tej sytuacji - podsumowuje Mysikrólik.
Reklama
Foto i źródło: Ośrodek Rehabilitacji Mysikrólik
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
a co tam się będą rannym zwierzakiem. Jeden mniej, jeden więcej ..... czym tu się przejmować, prawda panie gospodarzu ?
Ukłony i szacunek dla tej Pani o dobrym sercu i empatii a splunięcie w twarz żałosnym przedstawicielom lokalnej "władzuchny" oraz podłemu kierowcy, który potrącił zwierzaka i odjechał.
a co tam się będą rannym zwierzakiem. Jeden mniej, jeden więcej ..... czym tu się przejmować, prawda panie gospodarzu ?
Ukłony i szacunek dla tej Pani o dobrym sercu i empatii a splunięcie w twarz żałosnym przedstawicielom lokalnej "władzuchny" oraz podłemu kierowcy, który potrącił zwierzaka i odjechał.