Reklama

Wypisy o ULB

Kurier.BB
25/02/2022 11:23

Kiedy to piszę, trwają kolejne rozmowy dyplomatyczne dla uniknięcia wejścia konfliktu Rosji z Ukrainą w fazę otwartej wojny. Wojna propagandowa już trwa w najlepsze.

 

Kilka godzin temu rosyjscy propagandyści dali się przyłapać na szkolnym błędzie – filmik z reakcją przywódców tzw. republik separatystycznych na mniemane ekscesy Ukraińców powstał na dzień p r z e d wydarzeniami, których dotyczy. Zapomnieli, że sprawdzenie daty powstania pliku w komputerze nie wymaga jakichś skrzydlatych rumaków za miliony dolarów. Wystarczy kliknąć prawym przyciskiem myszy. Przed chwilą Putin „uznał niepodległość” separatystycznych enklaw na wschodzie Ukrainy, łamiąc gwarancje integralności terytorialnej naszego sąsiada, jakie w zamian za zrzeczenie się broni jądrowej, Rosja – wraz z USA i Wielką Brytanią – udzieliły temu państwu w roku 1994 (memorandum budapeszteńskie). Kiedy to czytacie, sytuacja może przybrała lepszy obrót, a może rozwinęła się ku gorszemu. Tak czy owak, warto przypomnieć sobie, za co lubimy Ukrainę. Bo nie tylko za kawior, który kupujecie w ukraińskim spożywczaku naprzeciwko hotelu Prezydent, ani za radosne harce dzieci emigrantów ekonomicznych w piaskownicach i na boiskach bielskich osiedli.
Polska emigracja polityczna po wojnie miała dwa centra intelektualne. Jedno mieściło się w Londynie i skupione było wokół tygodnika „Wiadomości”, miało charakter dość konserwatywny, bezkompromisowy wobec tego, co działo się wtedy w Kraju – pisanym zawsze wielką literą – a w związku z tym bardzo wyraźnie zwrócony ku przeszłości. Paradoksalne, że pismo to redagował, siedząc w czytelni British Library, Mieczysław Grydzewski, który przed wojną wydawał liberalny tygodnik „Wiadomości Literackie” – w swoim czasie przez wielu późniejszych autorów londyńskiego pisma ostro zwalczany za lewicowość. Drugie centrum było w Paryżu, gdzie w Maisons-Laffitte rezydował Jerzy Giedroyc i wydawał miesięcznik „Kultura” – otwarty na autorów z kraju, udzielający łamów uciekinierom z PRL-u, nawróconym na antykomunizm, w sprawach literatury otwarty na nowe formy, a w sprawach politycznych szukający oryginalnych dróg do wolności Polski – m.in. we współpracy z opozycyjnymi środowiskami w kraju.
Pisma te niekiedy ostro walczyły ze sobą. Na przykład, kiedy Czesław Miłosz „wybrał wolność”, przyjęła go „Kultura”. W maju 1951 (w roku połączenia Bielska i Białej, czego rocznicę tak radośnie czciliśmy niedawno) opublikował na jej łamach artykuł „Nie”, w którym próbował wyjaśnić motywy swej decyzji, Grydzewski skomentował w „Wiadomościach”: Jeśli po sześciu latach wiernej służby niewoli p.Miłosz wybrał wolność, powinien był wraz z tą wolnością wybrać co najmniej sześcioletnie milczenie. Atakowany z Londynu był też Gombrowicz, który na łamach „Kultury” drukował w odcinkach „Dziennik” i wydawał jej nakładem swoje książki. Jeszcze gorętsze spory budziły inicjatywy polityczne „Kultury”, łącznie z tą najważniejszą, która do historii przeszła jako koncepcja ULB (teren dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego: Ukraina, Litwa, Białoruś), a polegała na przekonaniu, że wspieranie niepodległości tych państw i wyrzeczenie się wobec nich pretensji terytorialnych to warunek odzyskania niepodległości przez Polskę i fundament jej bezpieczeństwa.
Kiedy ten pomysł zaczął się krystalizować, był szokującym zerwaniem emigracyjnego tabu na temat granic wschodnich, choć przecież wyglądał na nieszkodliwe political fiction.
W 1951 Juliusz Mieroszewski pisał w programowym artykule „Psychologia przełomu”:
Europie zagrażają obecnie dwa niebezpieczeństwa: imperializm sowiecki i bierność wolnych Europejczyków. (…) Na każdej akademii rocznicowej zapewniamy się nawzajem, że nie oddamy Wilna i Lwowa. Lwów i Wilno to nie tylko problem wewnętrznopolski, to problem także Litwy, Białorusi, Ukrainy. Wpierw Wilno i Lwów wrócić muszą do Europy. W oderwaniu od zagadnienia europejskiego sprawa naszych granic nie istnieje. Pomniejszają Sprawę Polską ci, którzy w swym hurrapatriotyzmie uważają, że Polska jest wyspą po drugiej stronie „żelaznej kurtyny” nie związaną z nikim i z niczym. W porównaniu z otaczającym nas wolnym światem sfery oficjalne [politycy londyńskiej emigracji] reprezentują już nie konserwatywną, lecz muzealną politykę.
W 1952 poeta i orędownik porozumienia polsko-ukraińskiego Józef Łobodowski wystąpił z artykułem „Przeciw upiorom przeszłości”.  Przedstawił w nim gruntowną (i pełną emocji) analizę wszystkich przeszkód, jakie  stoją na tej drodze. Obiektywny rachunek wzajemnych korzyści i krzywd. Oto  przykładowy fragment:
Grzechy grzechami, ale trzystoletni kontakt z kulturą zachodnią, idącą wprawdzie nie tylko przez Polskę, ale głównie przez nią i z niej, to również nie byle co. Bo — jak słusznie w swym zarysie literatury ukraińskiej pisał Bohdan Łepkij — Ukraina dawała Polsce wielkie bogactwa i ludzi, Polska dawała Ukrainie idee. Ale, niestety, historia obydwu narodów pisana była w czasie, gdy nad Ukrainą i Polską stała czarna noc niewoli. Nie najwłaściwsza to atmosfera dla bezstronnych badań i beznamiętnych sformułowań. I tak oto dla nas przewodnikiem po odwiecznym pobojowisku stało się «Ogniem i mieczem», dla nich — podrzucony przez tragicznego c h o c h l a [Nikołaja Gogola] «Taras Bulba». Więc u nich powstał kompleks krzywdy, u nas kompleks wielkopańskiego zdziwienia, że ktoś, kto otrzymywał same niemal «dobrodziejstwa», ośmiela się zgłaszać pretensje. (…) Inteligencja obydwu społeczeństw właściwie kontaktu ze sobą nie miała. Na Wołyniu w każdym razie polskie środowiska miejskie żyły w szczelnie zamkniętych gettach, na co inicjatywa nielicznych jednostek wpłynąć nie mogła. A żyli przecież jedni od drugich na wyciągnięcie ręki. Spotkali się też na wyciągnięcie ręki w latach wojennych, ale wtedy w rękach były noże i karabiny. (…)
Dzieli nas morze krwi i wieki zaciekłej walki. Ale czy nic nas nic łączy? Czyż nie ma w przeszłości i takich wydarzeń, takich zjawisk, o które mógłby się zahaczyć wątły bluszcz przyszłej przyjaźni i z czasem, w przychylniejszych warunkach rozróść się w potężne drzewo? A nawet i w latach ostatnich. Oto cmentarz na Monte Cassino. Śpią tam snem wiecznym pod ramionami tego samego krzyża obok Polaków również i Ukraińcy. (…)
Czas byłby najwyższy, aby Polacy zrozumieli, że Ukraińcy są odrębnym narodem o takim samym prawie do samoistności, jakie przysługuje każdemu narodowi. Że wiele cech ujemnych, które nas rażą, albo się nam dotkliwie we znaki, powstało na skutek tragicznej historii i nienormalnego rozwoju kultury narodowej, stale skrępowanej przez nieprzyjazne okoliczności.
O koncepcji ULB dyskutowano przez wiele lat, Giedroyc wcielał ją w życie w polityce redakcyjnej, a w 1980 uznał ją za najważniejsze dokonanie środowiska paryskiej „Kultury”. Kiedy w 1989 roku dawna fantazja polityczna stała się rzeczywistością, polska klasa polityczna, bez względu na barwy partyjne, na ogół traktowała ją jako oczywisty element racji stanu (choć zdarzały się nie tak dawno próby jej unieważnienia – mimo woli storpedowane przez aktywność rosyjskiego dyktatora). Ale czy rozrasta się już „wątły bluszcz przyjaźni”, czy rośnie drzewo, o którym70 lat temu marzył Łobodowski? Innymi słowy: czy przerobiliśmy tę lekcję jako społeczeństwo?
Na wszelki wypadek przypomniałem tych kilka cytatów. Niech będą odtrutką na wpisy kremlowskich trolli lub pożytecznych idiotów w mediach społecznościowych. Łatwo ich poznać – namawiają do czegoś wręcz przeciwnego.
W jednej z bielskich firm pracuje nieśmiała pani Swietłana. Ma około czterdziestki, pochodzi spod Kijowa. W ojczyźnie została córka-studentka. Zapytana, czy wobec groźby wojny ściągnie ją do Polski, odpowiedziała, że niestety nie może, bo dziewczyna właśnie się zaciągnęła na ochotnika do wojska. – Jak coś się zacznie, będę musiała wrócić i też się zgłosić – powiedziała ze smutkiem w głosie.
To się dzieje tuż obok.

Reklama

Janusz Legoń

Na zdjęciu: Sojusznicy w wojnie polsko-bolszewickiej: ataman Symon Petlura i Józef Piłsudski na dworcu w Winnicy, 16 maja 1920. Po zawarciu pokoju ryskiego w marcu 1921 żołnierze Ukraińskiej Armii Ludowej i ich dowódca zostali internowani przez władze polskie. Kiedy Piłsudski wizytował jeden z obozów, powiedział: „Przepraszam panowie, to nie tak miało być”. W 1926 Petlura został zamordowany na emigracji w Paryżu przez agenta sowieckiego OGPU.

zdjęcie: domena publiczna

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości