Bo gdy rozebrać tę starą śpiewkę na czynniki pierwsze, to okazuje się, że owszem, można, jeżeli nawet nie wszystko i wszystkich, to prawie... Zaplecze w postaci kasy, im grubszej tym lepszej, daje wiele! Naprawdę! Od poczucia pewności siebie po rejs dookoła świata, tropem Fileasa Fogga z powieści Juliusza Verne’a, a nawet dalej, dać się wystrzelić w Kosmos.
Co jeszcze można kupić? Spokój sumienia na przykład. Nad tą kwestią się dzisiaj pochylę, bo wpadło mi do głowy kilka przemyśleń, którymi się chciałam z Wami podzielić. Czy są odkrywcze? A co w dzisiejszym świecie, po kilku tysiącach lat cywilizacji, jest jeszcze odkrywcze?
Wracam więc do sumienia. Zacznę od tego, że ludzie są różni, pod każdym względem. Kolejne wiekopomne odkrycie, powie ktoś. Niby żadne, bardziej rozumienie na poziomie rozumu niż emocji. Bo nawet jeśli dostrzegamy, że ludzie są różni, to i tak zamykamy się w bańce tych podobnych do nas. Niekoniecznie zewnętrznie, za to o podobnych poglądach, sposobie widzenia świata, inteligencji, statusie materialnym. Bogacze mają swoje kluby, biedoki – swoje miejsce na ławeczce pod sklepem. Intelektualiści spotykają się na konferencjach, w bibliotekach czy na uczelniach, a naturyści na swoich plażach. Są odbiorcy kultury, zwanej wysoką. Można ich spotkać w teatrze, operze czy na koncercie symfonicznym, inni wybierają raczej koncerty disco polo. Te społeczności rzadko się przenikają, chociaż nie jest to niemożliwe.
Prawda niby znana, nie zawsze jednak, a jeśli już – to niechętnie - przyjmowana do wiadomości. Uwiera nas, zaczynamy więc dzielić świat na nasz, na NAS i INNYCH. Każda inność zaczyna jawić się jako zła, nie pasująca, a idąc dalej tym tropem – wroga. Wystarczy spojrzeć, co dzieje się naokoło, co garstce ludzi udało się zaimplementować do wielu mózgów. Wdrożono system: MY – ONI, budując pomiędzy tymi wyimaginowanymi przecież społecznościami, coraz wyższy i szerszy mur. Mur spojony nienawiścią, kłamstwami, strachem, fobiami i innymi destrukcyjnymi zjawiskami. Na tym zakończę ten wątek, zostawiając Państwu materiał do samodzielnego przemyślenia.
Jednym z dobrze rozpoznanych uspokajaczy sumienia są media społecznościowe. Siedzę sobie w ciepełku własnego domu, przed komputerem/tabletem/telefonem, a tam w świecie dzieją się rzeczy. Manifestacje, protesty, happeningi, parady, marsze, akcje pomocowe. Ktoś rzuca się w wir wydarzeń, ściera się z policją, wciągają go do „suki”, aresztują, stawiają przed sądem. Ktoś inny wymachuje transparentem w naszym imieniu. Dostaje manto od zwyrodnialca spod znaku brunatnej koszuli. Pisze kredą na chodniku w Krakowie. Stoi przed Wawelem z transparentem: Nie pomogą modły kiedy człowiek podły!
A my w kapciuszkach, z kawusią! No ale przecież duchem jesteśmy z nimi. Mają nasze pełne wsparcie, oburzamy się na złe ich traktowanie. Lajkujemy lub wręcz przeciwnie, naciskamy na ikonkę wściekłej oburzonej twarzyczki. Obywatelski obowiązek spełniony. Sumienie uciszone! Spokojni, wyłączamy kompa i rozpalamy grilla, albo przełączamy się na Netfliksa. Bo przecież byliśmy z nimi duchem. No i „puściliśmy” iskierkę dalej, do innych oburzonych. Którzy, być może, czekają aż brykiety się lepiej rozżarzą. Albo nasłuchują pukania sąsiadów, tych którzy zawsze do przypieczonej na chrupiąco kiełbaski z grilla przynoszą dobrze schłodzoną wódeczkę.
Spokój sumienia łatwo kupić normalnie, za kasę. I tu akurat widzę korzyść. Rozwinę temat. Jedni zedrą z siebie koszulę, by zawinąć zamarzającego w rowie szczeniaka, inni skręcą kierownicą, by szczeniaka rozjechać (tych od razu wyrzucę na margines, bo sumienia nie mają). Zajmę się tymi, którzy pożałują koszuli i czasu, wciąż jednak chcą pomóc. Na przykład wspierając ludzi czy organizacje, gotowe działać w ich imieniu. Kilka klików i konkretna kasa leci na konto tych, którzy będą pomagać w naszym imieniu. Lepiej tak niż wcale, a sumienie jakoś spokojniejsze.
Lista potrzeb jest długa i łatwa do znalezienia w internecie. Chorych dzieci, wyrzuconych poza system opieki zdrowotnej. Tych na wschodniej granicy. Tych, którzy na chybotliwych łódkach przemierzali drogę z Syrii do Europy. Brutalnie krzywdzonych, porzucanych, do granic możliwości zaniedbanych zwierząt.
Dlatego w tym miejscu solennie obiecuję, ze gdy wreszcie trafię w totka kilka milionów, organizacje z portalu „ratujmy zwierzaki” bardzo się ucieszą. Na razie na konto fundacji, ratującej konie przed wywózką na rzeż, płyną regularnie mniejsze kwoty.
Jolanta Reisch-Klose
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze