Prezydent Bielska-Białej zapowiada budowę w naszym mieście spalarni odpadów. Zwolennicy przekonują, że nie ma innego wyjścia: kończy się pojemność wysypiska a ceny śmieci nie mogą rosnąć w nieskończoność. Przeciwnicy obawiają się wpływu na zdrowie i środowisko, a także wskazują na duże ryzyko finansowe inwestycji. Czy spalarnia jest niezbędna? Czy będzie bezpieczna?
Na końcu decyzję podejmą wszyscy mieszkańcy Bielska-Białej w referendum lokalnym. Dlatego warto dowiedzieć się o planach spalarni jak najwięcej, by mieć własne zdanie. Debatę z udziałem ekspertów z obu stron oraz mieszkańców zaangażowanych w kampanię za i przeciw budowie spalarni zorganizowali 10 marca: Stowarzyszenie Niezależni.BB oraz Polska 2050. Oto zapis najważniejszych fragmentów dyskusji.
Piotr Kucia, zastępca prezydenta Bielska-Białej
Od ponad roku staramy się aktywnie rozpocząć dialog z mieszkańcami na temat gospodarki odpadami, nie tylko samej ekospalarni. (…) Chcemy dotrzeć do wszystkich mieszkańców, aby przede wszystkim uświadomić to, że od nas zależy ile my tych odpadów wytworzymy oraz w jaki sposób je gromadzimy i segregujemy, a przez to ile z tych odpadów będzie miało drugie życie poprzez recykling. Okazuje się, że, niestety, liczba odpadów nam wzrosła - rok do roku o 6,5% – i mamy obecnie w samym Bielsku-Białej 67 tysięcy ton odpadów. Od 2012 roku ten strumień w ZGO wzrósł prawie dwukrotnie, z 62 tysięcy ton do 114 tysięcy.
Akcentujemy recykling i sortowanie tych odpadów, aby było ich jak najmniej, ale - jak już wskazałem - wychodzi to różnie. Co się dzieje odpadami tzw. poprocesowymi? W chwili obecnej są one składowane na składowisku w dzielnicy Lipnik. Jak wiemy, dół ma to do siebie, że jak się do niego sypie, to w pewnym momencie się wypełni. Tak się stanie za 3-4 lata. Jest to więc ostatni sygnał, aby ten temat przedyskutować: czy dalej prowadzimy w tym trybie te odpady, które emitują do atmosfery różne substancje i wnikają w glebę czy – wzorem innych miast, bo nie jesteśmy tutaj pionierami, w samej Europie jest 500 instalacji termicznego przetwarzania odpadów – próbujemy z tych odpadów, których już się nie da poddać recyklingowi odzyskać energię cieplną i przez to uzupełnić brakujące w perspektywie czasu zapotrzebowanie na ciepło, a w lecie mieć dzięki temu energię elektryczną.
Dzięki temu mamy też możliwość wpłynięcia na stabilizację cenową, tak abyśmy w pełni mogli panować nad systemem. Dodam tylko, że nic nie dzieje się za darmo i za każdą tonę składowania ponosimy opłatę 274 zł.
Stąd, po uzyskaniu akceptacji ze strony radnych oraz podjęciu uchwały intencyjnej ze strony Aglomeracji Beskidzkiej, przystąpiliśmy do dyskusji z mieszkańcami Bielska-Białej na temat: co dalej z naszymi odpadami, tymi które obecnie składowane są w dole, a z których możemy odzyskać energię i je w sposób całkowicie inny zagospodarować i mieć domknięty system gospodarowania odpadami.
Hanna Marliere, prezes Fundacji Pro Terra, Instytut Strategie 2050
Wydaje mi się, że pytanie od początku powinno być zadane inaczej: w jaki sposób ma wyglądać system gospodarki odpadami żeby w perspektywie 2-3 lat osiągnąć wymogi w zakresie hierarchii postępowania z odpadami. Wydawać by się mogło również, że żeby znaleźć odpowiedź na pytanie jak ma wyglądać system, jakie mają być elementy tego systemu, należałoby rozpocząć tę rozmowę od rzetelnych danych. Nie tyle danych, o których mówił pan prezydent, ale danych co do tej pory zrobiono żeby zbierać odpady selektywnie dużo bardziej skutecznie, żeby wpływać na mieszkańców na etapie ich wyborów konsumenckich, a także żeby zbadać narzędzia, które są planowane lub wręcz wdrożone na poziomie Komisji Europejskiej czy polskiej legislacji, które w sposób realny spowodują zmianę w strukturze odpadów.
Czy w systemie jest wystarczająca ilość instalacji recyklingu? Czy w systemie mamy wystarczające możliwości przyjęcia i przetworzenia strumienia bio, który stanowi 40% frakcji odpadów komunalnych?
Czy wiemy, ile z odpadów to są faktycznie odpady, które nie podlegają recyklingowi, które nie powinny się znaleźć w odpadach zbieranych selektywnie i które będą w tych odpadach albo w takiej samej ilości jak dzisiaj, albo ich ilość będzie się zwiększać lub zmniejszać.
Odpowiedź na te pytania jest kluczowa, bo dopiero jak mamy wiedzę na temat tego jakim strumieniem śmieci będziemy dysponować, możemy do tego strumienia dobrać narzędzia. Możemy zaplanować wszystkie elementy systemu, w tym elementy infrastrukturalne.
Wydaje mi się, że w dniu dzisiejszym nie tylko Bielsko-Biała, ale wiele innych miast w Polsce, nie ma pojęcia jakie ma odpady. Nie wie jak ilość odpadów zmieni się w kontekście wprowadzanych zmian prawnych, pamiętajmy o podatku od plastiku, pamiętajmy o dyrektywie SUP, która usunie z rynku jakiś strumień odpadów, pamiętajmy o zaawansowanych pracach związanych z rozszerzoną odpowiedzialności producenta. Te wszystkie mechanizmy prawne i finansowe wpłyną na zasadniczą zmianę strumienia odpadów. W związku z czym, nie mając danych mierzalnych planistycznych, na które nałożona jest maska danych demograficznych, trudno dzisiaj mówić o potrzebie tak zaawansowanej instalacji, która jest końcem systemu, jak pan prezydent dobrze powiedział.
Marcin Chełkowski, ekspert z zakresie gospodarowania odpadami
Od ponad 25 lat zajmuję się systemami gospodarowania odpadami, przez 7 lat byłem osobą zarządzającą gminnym systemem gospodarki opadami w Zakopanem. Ze względu na doświadczenie praktyczne jest za szerokim rozpatrywaniem zagadnień związanych z tą istotną kwestią z punktu widzenia samorządu.
Właściwy system gospodarowania odpadami to jest taki system, w którym przestrzegana jest hierarchia postępowania z odpadami. Z istotną rolą selektywnej zbiórki, z odzyskaniem jak największej ilości surowców, które mogą być poddane recyklingowi, recyklingiem biologicznym, innymi drogami odzysku tego, czego nie udało się poddać recyklingowi. Wreszcie z unikaniem najniższego szczebla postępowania z odpadami, czyli unieszkodliwia odpadów i składowania odpadów.
Nie zgodzę się ze słowami przedmówczyni, która stwierdziła, że musimy najpierw zbadać to, co mamy w Bielsku-Białej. Bielsko-Biała ma akurat dość dokładnie zbadany swój rynek gospodarki odpadami, zna skład morfologiczny odpadów. Dość szczegółowo zbadane są kanały, którymi może się miasto pozbywać odpadów, których nikt nie chce przyjąć do recyklingu. Jeżeli wyposażymy system, taki jak system Bielska-Białej i gmin Aglomeracji Beskidzkiej w instalację zamykającą system gospodarki odpadami to: po pierwsze nie będziemy mieli problemów z zagospodarowaniem frakcji zbytecznych, których nikt nie chce przyjąć do zagospodarowania, po drugie, co jest bardzo istotne, obniżymy koszty tego systemu.
Odniosę się jeszcze do kwestii, o której mówiła przed chwilą pani Hanna, kwestii rozszerzonej odpowiedzialności producenta. Chciałem zauważyć, że w krajach unijnych, gdzie weszła w życie legislacja unijna dotycząca tego zagadnienia, tam wręcz wzrosło zapotrzebowanie na termiczne przetwarzanie odpadów.
W ostatnich 10 latach współtworzyłem wiele systemów gospodarowania odpadami komunalnymi w Polsce i zagranicą. W każdym przypadku, gdzie elementem końcowym systemu jest instalacja termiczna, koszty ponoszone przez mieszkańców w tych systemach gminnych są znacznie niższe. Nie trzeba daleko szukać, to rzeczywiście pokazują liczby. Gminy, które zdecydowały się na takie rozwiązanie mają dzisiaj ewidentnie niższe stawki. W moim odczuciu obecny stan techniki, system państwowej kontroli nad instalacjami sprawiają, że instalacja nie powinna stanowić jakiegoś zagrożenia dla środowiska. Bez tej instalacji nie ustabilizujemy rynku gospodarowania odpadami, nie zbudujemy systemu zero waste, który należy postrzegać jako system, który nie emituje odpadów na zewnątrz.
Paweł Głuszyński, Towarzystwo na Rzecz Ziemi
Mamy ciekawą dyskusję, ponieważ różnimy się w oglądzie tego co jest wykonywane przez Urząd Miasta, panów prezydentów oraz ich ekspertów.
Chciałem Państwu przypomnieć, że od zeszłego roku mieszkańcy wspomagani przez nas, przez Towarzystwo na Rzecz Ziemi, starają się przekonać Miasto, żeby była to dyskusja na temat systemu gospodarki odpadami, a nie tylko o pomyśle budowy spalarni. Chciałem przypomnieć, że w czerwcu zeszłego roku doszło do spotkania przedstawicieli Miasta i mieszkańców. Zgłaszaliśmy wówczas szereg zastrzeżeń i wątpliwości do tego projektu, między innymi chodziło o wydajność proponowanej spalarni. Wówczas była jeszcze mowa o 120 tys. ton wydajności, gdy z przygotowanej przez nas analizy wynikało, że dostępnych maksymalnie może być tylko połowa odpadów, nieco powyżej 60 tys. ton z Aglomeracji Beskidzkiej, biorąc pod uwagę zobowiązania wszystkich gmin.
Proponowana lokalizacja spowoduje, że cały ładunek zanieczyszczeń spadnie na osiedla mieszkaniowe i centrum miasta. Nie stawia się spalarni od strony zachodniej miasta, ponieważ róża wiatrów w całej Polsce i niemalże w całej Europie jest z tego kierunku. Jeśli już to po drugiej stronie miasta.
Próbowaliśmy przedstawić panom prezydentom podstawowe działania, jakie należy podjąć, żeby przygotować się do wdrażania programu, który byłby zgodny z nowymi wymaganiami. Usłyszeliśmy na to podśmiewuszki i zniecierpliwienie. W zasadzie nie było konkluzji tego spotkania. Powiedziano nam jedynie, że część odpowiedzi uzyskamy zapewne w analizie, która ma być przygotowana na potrzeby tego projektu. Miał to być dokument całościowy, który będzie obejmował kwestie związane z całym systemem gospodarki odpadami.
Niestety, w efekcie dostaliśmy zadrukowany papier toaletowy, dość kosztowny, bo kosztujący 119 tys. złotych. Znalazł się w nim tylko opis wyższości jednej metody spalania odpadów nad drugą. Jedyną wartością dodaną tego dokumentu była informacja o braku odpowiedniej ilości odpadów w Aglomeracji Beskidzkiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze