– Radio Delta było jedną z pierwszych prywatnych rozgłośni radiowych. Skąd pomysł stworzenie swojej rozgłośni w Bielsku-Białej.
– Jestem krótkofalowcem i wszystko co z tym związane bardzo mnie interesowało, zresztą do dzisiaj mnie interesuje. Z zawodu jestem elektronikiem, ukończyłem dział radiotechniczny Państwowego Centrum Wychowania Morskiego w Gdyni, potem przemianowanego na Wyższą Szkołę Morską. Zbudowałem więc nadajnik i puszczałem muzykę. Trwało to około 2 lat.
Kiedyś słuchając w nocy francuskiego radia RFI nadającego z Paryża po polsku, usłyszałem jak mówili, że w Polsce pojawią się wnet prywatne rozgłośnie radiowe. Trzy dni później byłem w Warszawie, w Ministerstwie Łączności, aby dowiedzieć się jak można uzyskać zgodę na utworzenie radia. Okazało się, że to dopiero plany.
Postanowiłem jednak nie czekać i założyłem rozgłośnię. Piracką, bo inaczej się nie dało. Zatrudniłem pracowników i zaczęliśmy nadawać. Pierwszy, eksperymentalny program nadaliśmy 13 kwietnia 1991 roku. Od maja emitowaliśmy 18 godzin programu na dobę, od 6 rano do północy.
– Działaliście jednak nielegalnie.
– Cały czas nie było uchwalonej ustawy o radiofonii i telewizji, na podstawie której radio mogłoby uzyskać właściwą koncesję. Mieliśmy tylko… ustną zgodę Ministra Łączności.
Miałem także ważną dla na ekspertyzę, którą wykonał dla nas zajmujący się analizą częstotliwości instytut łączności z Wrocławia. Wynikało z niej, że zajmowane przez nas fale nie są przez nikogo używane. Jednym słowem: nikomu nie przeszkadzamy. Bardzo się ta ekspertyza przydała, gdy zaczęła się nagonka na to, że działamy nielegalnie. NIe mogli nas zamknąć.
Koncesję otrzymaliśmy dopiero w roku 1994.
– Radio się szybko rozwijało. Nawiązaliście nawet współpracę z radiem Głos Ameryki.
– Przyjechał do mnie Jarosław Anders i uzgodniliśmy zasady bardzo udanej dla nas współpracy. Miałem z nim bezpośredni konkakt satelitarny. Dzięki tej współpracy mieliśmy serwisy i lekcje angielskiego, które nadawaliśmy w dzień, a także telemost w czasie wyborów w Stanach Zjednoczonych. Dodatkowo ich programy retransmitowaliśmy w nocy, dzięki czemu zaczęliśmy nadawać całodobowo.
– Radio było też właścicielem swojej orkiestry symfonicznej…
– Nosiła nazwę „Delta Sinfonietta” i działała 2 lata. Grała w niej między innymi żona jednego z braci Golców. Pierwszy koncert zagrała bodajże 3 maja 1993 roku. Niestety, rozpadła się, gdyż grający w niej uczniowie i studenci wyjeżdżali z Bielska-Białej lub znajdowali inne zajęcia.
– Nazwa Delta to także pana pomysł…
– Tak. Szukałem nazwy, która nie była banalna. Delta to szerokie ujście rzeki, mnóstwo wody. Ale to też matematyka, fizyka, linie lotnicze i litera alfabetu. To nazwa używana w wielu sferach naszego codziennego życia. Lokalne radio także powinno być obecne we wszystkich sferach życia słuchaczy, taka była moja wizja.
– Czy to prawda, że cały czas słuchał pan radia i gdy tylko zdarzyła się dziennikarzowi jakaś wpadka, przyjeżedżał pan do redakcji bez względu na porę dnia czy nocy?
– Rzeczywiście tak było. Nawet w nocy spałem w słuchawkach i słuchałem radia. Jak tylko coś było nie tak, wstawałem i jechałem na Browarną, gdzie mieściła się siedziba redakcji. Nikogo jednak nie karałem. Byłem bardzo lubiany przez pracowników.
– Dziennikarze także żyli radiem i znani byli z niekonwencjonalnych pomysłów. Czy pamięta pan jakąś sytuację, która pana zaskoczyła?
– To byli młodzi ludzie i mieli zwariowane pomysły. Pamiętam, że Radek Pszczółka, redaktor naczelny, poranne niedzielne programy prowadził w piżamie, aby lepiej wczuć się w rolę słuchaczy. Podobno wyczytał gdzieś, że w niedzielę lubimy po domu dłużej chodzić w piżamie, więc on tak robił w radiowym studiu.
– Odszedł Pan z radia po 10 latach, w roku 2001.
– Kończyła się koncesja, na nową trzeba było wydać spore pieniądze. Tymczasem rynek reklamowy się załamał. Deltę odkupiło Radio Flash, potem jednak też szybko ją odsprzedało. Pod nazwą Delta rozgłośnia działała do 2004 roku. Potem na naszych częstotliwościach zaczęło nadawać Radio Planeta.
– Jak ocenia pan z perspektywy czasu swoją działalność w Delcie?
– Chciałem stworzyć prywatne radio i to mi się udało. Chciałem, żeby się czuło, że to jest radio dla ludzi. Nie robiłem tego dla siebie, bo wtedy bym robił biznes. Radio to była moja pasja.
Cieszę się, że udało się wtedy pomóc wielu instytucją. Wspominam chociaż by mecz charytatywny, który na stadionie BKS zagraliśmy z politykami. Tylu kibiców na tym stadionie to było wcześniej chyba tylko na meczu o awans BKS-u do pierwszej ligi. Całość dochodu przekazaliśmy na budowę basenu przy ośrodku gimnastyki korekcyjnej na ulicy Lompy. Udało się zebrać sporo pieniędzy, basen powstał między innymi dzięki naszej pomocy i funkcjonuje do dziś.
Do dziś mam swoje radio – krótkofalówkę. W moim mieszkaniu zajmuje ona najważniejsze miejsce. To własnie dzięki niej mam kontakt z całym światem. Dzięki niej też odwiedziłem wiele miejsc, jak chociażby Malediwy.
– Dziękuję za rozmowę.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Proszę o więcej takich artykułów. O ciekawych ludziach z Bielska.
To radio ciągle żyje w głowach mieszkańców. Jako dowód podam to, że bardzo często zdarza się na antenie Radia Bielsko pozdrowienie słuchacza, który myląc się serdecznie pozdrawia "wszystkich słuchaczy Radia Delta" (w domyśle chodzi i Bielsko). Fajny wywiad z bardzo ciekawą i wydaje mi się niedocenioną postacią naszego pięknego miasta. Prosimy o więcej tego typu rozmów.
Tak, piękna to była historia. Odżyły wspomnienia. Bielsko-Biała jako jedno z pierwszych polskich miast doświadczyło różnorodności w mediach. I młoda redakcja dobrze sobie radziła. Człowiek słuchał i miał rozrywkę na poziomie, a do tego wiedział wszystko. I na szczęście nie puszczali disco polo.
Proszę o więcej takich artykułów. O ciekawych ludziach z Bielska.
To radio ciągle żyje w głowach mieszkańców. Jako dowód podam to, że bardzo często zdarza się na antenie Radia Bielsko pozdrowienie słuchacza, który myląc się serdecznie pozdrawia "wszystkich słuchaczy Radia Delta" (w domyśle chodzi i Bielsko). Fajny wywiad z bardzo ciekawą i wydaje mi się niedocenioną postacią naszego pięknego miasta. Prosimy o więcej tego typu rozmów.
Tak, piękna to była historia. Odżyły wspomnienia. Bielsko-Biała jako jedno z pierwszych polskich miast doświadczyło różnorodności w mediach. I młoda redakcja dobrze sobie radziła. Człowiek słuchał i miał rozrywkę na poziomie, a do tego wiedział wszystko. I na szczęście nie puszczali disco polo.