Choć do widoku sarny czy zająca między miejskimi zabudowaniami większość nas już się przyzwyczaiła, to widok lisa wciąż budzi spore zdziwienie. – Bielszczanie się do lisów jeszcze nie przyzwyczaili. Często otrzymujemy telefony zaniepokojonych mieszkańców, że zwierzęta te były widziane niedaleko centrum miasta – mówi Agnieszka Łyczko z Ośrodka „Mysikrólik”, który zajmuje się pomocą dzikim zwierzętom. – Taki widok to jednak nic dziwnego. Lisy żyją na polach i łąkach. W ostatnich latach tereny takie zostały wchłonięte przez zabudowę, razem z lisami. One nadal są tam gdzie były, jednak teraz mieszkają tam także ludzie. Stąd młode lisy, które są jeszcze ufne, wchodzą na podwózka, a nawet zaglądają przez okna do domów. Mieliśmy zgłoszenie, że lis wszedł na ogrodową trampolinę i bardzo spodobało mu się skakanie na niej – opowiada Łyczko zapewniając, że nie musimy się tych zwierząt obawiać. Powszechne przekonanie, że lisy podchodzące do domostw są wściekłe, nie jest prawdą. Zwykle są to młode lisy, które po prostu jeszcze nie są tak strachliwe jak starsze osobniki tego gatunku.
W ostatnich dniach jeden z lisów zawędrował na… Stadion Miejski przy ulicy Żywieckiej. Zwierzę schowało się tak skutecznie w zakamarku pod jedną z trybun, że nie udało się go stamtąd usunąć i przebyło tam podczas meczu Podbeskidzia z Odrą Opole. Do swojego naturalnego środowiska lis wrócił dopiero na następny dzień.
Dużo większym niebezpieczeństwem są dziki, które ryją pola i ogrody na obrzeżach miasta. Szczególnie dają się we znaki w Lipniku i Straonce, w pobliżu obwodnicy miasta. Za sprawą radnej Barbary Waluś ich temat poruszony został nawet na jednej z tegorocznych sesji Rady Miejskiej. – Po wybudowaniu w 2012 drogi ekspresowej powstał w pobliżu teren będący nieużytkiem po wywłaszczeniach pobliskich mieszkańców. Są to stare sady i ogrody, a także teren porosły od tego czasu samosiejkami i krzewami. Teren ten nadaje się na kryjówki dzików w dzień, stąd nocą wypadają całymi stadami w tereny mieszkalne – pisała radna w swojej interpelacji. Podczas sesji do temu odniósł się wiceprezydent Adam Ruśniak, który poinformował, że jedynym sposobem na pozbycie się uciążliwych dzików, których populacja w ostatnim czasie mocno się rozrosła, jest ich odstrzał. Obecnie przedstawiciele urzędu miejskiego prowadzą na ten temat rozmowy z kołami łowieckimi.
Z dużych zwierząt najwięcej jest w naszym mieście saren. Podobnie jak lisy, żyją one na łąkach. W mieście spotkać je można na wszystkich ich skrawkach, pozostałościach, często blisko domów. Ich populacja na tym terenie nie jest redukowana przez drapieżniki, gdyż one w takie tereny zapuszczają się bardzo rzadko. Nie są także odstraszane przez psy, które są teraz pozamykane w ogródkach, nie biegają swobodnie jak jeszcze jakiś czas temu. – Jedynym zagrożeniem dla miejskich saren jest w tej chwili w zasadzie tylko ruch drogowy, jednak w Bielsku-Białej tych wypadków jest stosunkowo niewiele – mówi Agnieszka Łyczko.
Jednym z miejsc, gdzie żyje spore stado łani jest obszar między Lipnikiem a Kępą Hałcnowską ciągnący w kierunku miasta aż w okolice ulicy Wyzwolenia. Problemem Bielska-Białej jest jednak to, że w mieście jest coraz mniej naturalnych terenów zielonych. – Nie chodzi o parki z ławeczkami i wytyczonymi alejkami, ale miejsca, gdzie zwierzęta mogłyby swobodnie żyć – mówi Łyczko. Prawie wszystkie tereny zostały zagospodarowane pod działalność przemysłową lub osiedla mieszkaniowe, które budowane są teraz na każdym wolnym skrawku. Zabudowa często sięga blisko zagajników i rzeczek, które są ostatnimi ostojami dzikich zwierząt. Mieszkańcy mają pretensje, że zwierzęta podchodzą im pod płoty czy wręcz wchodzą do ogródków. – Władze miasta powinny zadbać o to, aby pozostawić jednak część terenów zielonych bez zabudowy, a inwestorzy budujący domy w pobliżu dzikich miejsc byli informowani, że są tam siedliska zwierząt – apeluje Agnieszka Łyczko.
Znikają szlaki migracji zwierząt
Rozwój miasta sprawia, że likwidowane są także naturalne drogi migracji zwierząt. Jednym z przykładów jest niedawna przebudowa ulicy Krakowskiej. Podczas prac zlikwidowany został szlak migracyjny, którym zwierzęta wędrowały z lasów Beskidu Małego na wspomniane już wcześniej tereny pomiędzy Lipnikiem a Kępą Hałcnowską. Prowadził on wzdłuż małego potoku pod ulicą Krakowską, na wysokości jej połączenia z ulicą Polną. W czasie budowy nowego mostu wykonane zostały tutaj betonowe falochrony oraz duży betonowy próg, które uniemożliwiają przejście zwierząt. Zamknięcie tej drogi dla zwierząt powoduje, że próbują one przechodzić przez ulicę Krakowską. W tym roku doszło tam już do dwóch potrąceń saren.
W przestrzeni miejskiej najwięcej jest ptaków. Na placu Chrobrego spotkać można np. pustułki (na zdjęciu powyżej). W czerwcu młode osobniki tych ptaków często przesiadują samotnie na płytkach znajdujących się na placu i wyglądając dość nieporadnie są powodem zgłaszania interwencji do ośrodka Mysikrólik. To jednak dla tych ptaków naturalne, a po pewnym czasie do młodych przylatują rodzice z pokarmem.
Jarosław Zięba
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze