Jak informuje Mysikrólik, ośrodek dostał informację o kulejącym lisie, który od jakiegoś czasu pojawiał się w Bielsku-Białej, przy granicy z Pisarzowicami. Świadkowie twierdzili, że zwierzę najprawdopodobniej ma na szyi obrożę. Po złapaniu lisa okazało się, że to nie obroża, a wnyk ze stalowej linki, który był tak mocno zaciśnięty, że powoli przecinał tchawicę. W dodatku okazało się, że jedna z tylnych łap zwierzęcia jest przebita, a ropiejąca rana wskazuje, że mogły zostać do tego celu użyte widły. Lisek miał bardzo rozrzedzoną krew, co jak twierdzi Mysikrólik, sugeruje, że zwierzę mogło zostać otrute.
Niestety, mimo ogromnych starań pracowników Ośrodka, życia liska nie udało się uratować. Nie zdecydowaliśmy się na dodanie wszystkich zdjęć, ponieważ są bardzo drastyczne. Można je zobaczyć na facebookowym profilu Mysikrólika.
Lisy mogą uprzykrzać życie hodowcom drobiu i narażać ich na wymierne straty polując na często niezabezpieczone kury. To nigdy jednak nie usprawiedliwia tak potwornego znęcania się nad zwierzęciem. Stać nas na wiele niepotrzebnych rzeczy. Nie potrafimy jednak wydać kilkuset złotych na zbudowanie zabezpieczeń skutecznie chroniących nasz dobytek - podsumowuje Ośrodek Rehabilitacji Mysikrólik.
Reklama
Foto: Ośrodek Mysikrólik
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze