– Co skłoniło Pana do tworzenia Kroniki. Podobno pierwszego wpisu dokonała Pana żona.
– Wszystko zaczęło się w 1971 roku we Wrocławiu, gdzie studiowałem. Jedną z moich pasji było zbieranie skał i minerałów. Sudety są bardzo bogate geologicznie, więc z wypraw przywoziłem ciekawe okazy. Powstał zbiór. Postanowiłem założyć dla niego księgę gości. Wpisywały się do niej osoby, które zobaczyły moją skromną kolekcję. Chronologicznie pierwszym wpisem jest ten na drugiej stronie z 10 czerwca 1971 roku. Wpisała się jedna ze studentek wyrażając swoją opinię na temat moich zbiorów minerałów. Pierwszą stronę zostawiłem dla profesora Kazimierza Maślankiewicza, autora książek z dziedziny geologii. Niestety, rozmijaliśmy się. Któregoś dnia poszedłem zobaczyć wystawę minerałów Uniwersytetu Wrocławskiego i wpisała się pani kustosz, dr Maria Witkiewiczowa. To jest chronologicznie drugi wpis, jednak znajduje się na pierwszej stronie. Profesor Maślankiewicz, niestety, nigdy się nie wpisał, gdyż wkrótce zmarł. Natomiast studentka, która dokonała pierwszego wpisu jest obecnie moją żoną.
– Jak trafił Pan do Bielska-Białej?
– W 1971 roku podjąłem pracę w BEPIS-ie i wkrótce przeprowadziłem się z Dąbrowy Górniczej do Bielska-Białej. Właśnie osoby z mojego zakładu, były kolejnymi, które wpisały się do księgi. Te wpisy dotyczyły jednak nadal mojego zbioru minerałów oraz innych przedmiotów, które kolekcjonowałem.
– Kiedy pojawiły się pierwsze wpisy z wydarzeń w naszym mieście?
– To było kilka lat później, w 1979 roku. Pierwsze autografy złożyli Krzysztof Zanussi oraz Wanda Rutkiewicz. Wpis tej ostatniej został zresztą wykorzystany w programie spektaklu „Wanda”, który wystawiany jest w bielskim Teatrze Polskim, ale nie mogę nie wspomnieć o pionierskich pod względem kronikarskiego przekazu wpisach Heleny Szczepańskiej z Wadowic, ks. Edwarda Zachera, by wymienić tylko te znaczące w życiu Karola Wojtyły osoby.
– Jak Pan to robi, że udaje się Panu być w tylu miejscach, na wydarzeniach, które odbywają często równocześnie.
– Kronika będzie miała sens, jeśli będzie uwzględniała komplet wydarzeń. Nie mogą być one traktowane wybiórczo, ponieważ gdzieś nie zdążę czy coś mi się nie podoba i tam nie dotrę.
Czasami oczywiście trzeba mieć trochę szczęścia, bo o wpisie z danej imprezy decydują nawet sekundy. Tak było jakiś czas temu, gdy aż trzy wydarzenia odbywały się o jednej porze. Na początek poszedłem do galerii PPP, na wystawę prof. Ernesta Zawady. Zanim wszyscy się wpisali było już półtorej godziny po czasie kolejnego wydarzenia, na które planowałem się wybrać, tym razem w Galerii B&B. Zwątpiłem już, że kogoś zastanę, jednak dochodząc do galerii zauważyłem ostatnie dwie osoby opuszczające właśnie miejsce wydarzenia. W drzwiach zapytałem czy mogę spotkać się jeszcze z autorem wystawy. Usłyszałem pozytywną odpowiedź - artysta z Zurychu wrócił do wnętrza i dokonał wpisu.
– Tworząc Kronikę spisał Pan zasady jej funkcjonowania.
– Tak, zasad tych jest osiem, jednak najważniejsze są trzy pierwsze: Kronika jest próbą dokumentowania wydarzeń poprzez wpisy związanych z nimi osób. Jej autorami są zatem osoby utrwalanych wydarzeń – najczęściej goście i mieszkańcy Bielska-Białej. Moja rola sprowadza się jedynie do sprawowania opieki. Jako założyciel i chronologicznie pierwszy opiekun wyrażam nadzieję, że Kronika znajdzie kontynuatorów w przyszłości i traktowana będzie jako dobro wspólne – teraz i zawsze.
– Ile tomów Kroniki już powstało i ile wydarzeń zostało utrwalonych?
– Aktualnie powstaje 176 tom. Teraz, gdy sporo w mieście się dzieje, jeden tom, mający 158 kart, starcza na około trzy tygodnie.
Nigdy wpisów nie katalogowałem, nie wiem więc ile osób i wydarzeń zostało odnotowanych. Gdyby to jednak zliczyć, to z pewnością będzie kilkanaście tysięcy wydarzeń.
Chciałbym, aby kiedyś powstał indeks wydarzeń i osób, które wpisały się do Kroniki.
– W Kronikach pojawiają się nie tylko wpisy artystów czy gości, ale także bielszczan, uczestników wydarzeń, a wpisy uzupełniane są dodatkowymi materiałami.
– Chcę, aby w Kronice nie były zamieszczane tylko same pozdrowienia i standartowe autografy, więc wpisy uzupełniam wycinkami z gazet, plakatami czy innymi materiałami, często wielotematycznymi rysunkami, także portretami oraz autoportretami. Chciałbym wspomnieć tu najważniejszego ilustratora Kroniki Jacka Leszczyńskiego, który sporządził kilkaset portretów. Dzięki temu po latach można do Kroniki zajrzeć i zobaczyć nie tylko wpis, ale także informacje o wydarzeniu czy danej osobie.
– Czy ktoś, kto uczestniczył w danym wydarzeniu może po czasie obejrzeć wpis z tej imprezy?
– Dostęp do Kroniki jest kluczowy. Jeśli tylko ktoś sobie życzy, ja Kronikę chętnie udostępniam. Chciałbym jednak, aby ludzie mogli na co dzień czytać swoje wpisy. Na razie tak nie jest, jednak miasto obiecuje digitalizację.
– Jaka jest na to szansa? To umożliwiłoby zamieszczenie Kroniki w internecie, a co za tym idzie udostępnienie szerokiej grupie odbiorców.
– Po raz pierwszy temat digitalizacji pojawił się już kilkanaście lat temu, podczas jednego z występów w Książnicy Beskidzkiej. Podszedł do mnie p. radny Andrzej Poraniewski i spytał czy mogę udostępnić tomy Kroniki. Ja się oczywiście ucieszyłem, bo przecież o to właśnie chodzi, aby ludzie mogli przeglądać wpisy. Podszedł do nas jeszcze dyrektor Książnicy Bogdan Kocurek i ustaliliśmy, że podejmiemy wspólnie próbę digitalizacji. Potem pojawiły się jednak problemy formalne i sprawa utknęła.
– Niedawno został Pan nagrodzony Ikarem - nagrodą specjalną Prezydenta Bielska-Białej w dziedzinie kultury i sztuki. Jak odebrał Pan tą nagrodę?
– Dla mnie to było miłe wyróżnienie, które postrzegam jako formę dostrzeżenia moich staram w zakresie opieki nad Kroniką, ale przede wszystkim jako wyraz akceptacji naszego miasta dla zaproponowanej formuły Kroniki. Mam nadzieję, że to krok w kierunku tego, aby została ona zdigitalizowana i trafiła pod strzechy bielszczan.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze