Reklama

Siedemdziesięciolecie za Olzą

Kurier.BB
03/11/2021 07:24

Czy zastanawialiście się, po co Grabiec przyszedł nad Gopło? (Chodzi oczywiście o Grabca z „Balladyny”, a nie jednego z polityków opozycji). W najnowszej inscenizacji sztuki Słowackiego pojawia się wreszcie przekonująca propozycja odpowiedzi na to pytanie.


W huku fajerwerków i radosnym rozgwarze festynów, jaki zapanował w Bielsku-Białej z okazji 70. rocznicy połączenia miast nad Białą, zniknęły nam z pola widzenia inne wydarzenia roku 1951. Nie chodzi tylko o ogólną ponurość tej daty, będącej przecież apogeum stalinizmu w Polsce, co przypomniała prof. Ewa Chojecka w dyskusji podczas interdyscyplinarnej konferencji naukowej „Bielsko-Biała: historia – kultura – sztuka” (zorganizowanejprzez ATH w sali sesyjnej Ratusza 13 października). 

Zaiste, przeglądając „Trybunę Robotniczą” z października tamtego roku,znajdziemy doniesienia z wojny w Korei, relacje z publicznego procesu tzw. II Inspektoratu Zamojskiego AK (wg przygotowanego przez UB planu procesu, opisanego przez IPN, zamierzano w nim wykazać społeczeństwu, że „niektóre ogniwa kleru zakonnego są ściśle powiązane z elementami bandyckimi i – wykorzystując pewne przywileje klasztorów – udzielają je na meliny bandyckie i bazy wypadowe band”), propagandę współzawodnictwa pracy (np. kolejarz Jan Dzięgiel z warsztatu wagonowego Gliwice wykonywał dziennie „przeciętnie 200 procent normy”). Gazeta prowadziła w tym czasie III Wielki Konkurs „Czy znasz Związek Radziecki?” z podpowiedziami w rubryce „ABC wiedzy o Kraju Rad”. Wydarzeniem miesiąca było niewątpliwie ujawnienie przez Stalina w wywiadzie dla dziennika „Prawda” faktu posiadania przez ZSRR bomby atomowej („wokół głośników radiowych podających tekst wypowiedzi Józefa Stalina, gromadziły się załogi fabryk, kopalń i hut. Robotnicy gorąco manifestowali swą radość z potęgi obozu antyimperialistycznego”). Odtąd, jeśli ktoś liczył, że amerykańska przewaga nuklearna daje nadzieję na odwrócenie jałtańskiego porządku w Europie, mógł się pożegnać z nadziejami… 

Reklama

W numerze TR z 17 października tego roku, na stronie, gdzie umieszczono opatrzony rysunkiem technicznym opis urządzenia powietrznego dla popędu zamułki płynnej w rurach podsadzkowych (pomysł inż. Zdzisława Wiszniowskiego z kopalni „Czerwona Gwardia”), znalazła się też nieco mniejsza notka o otwarciu 14 października 1951 w Czeskim Cieszynie „pierwszej polskiej sceny w Czechosłowacji”. Powstała wówczas Scena Polska teatru Těšínské divadlo (Teatru Cieszyńskiego) 9 października 2021 czciła swoje siedemdziesięciolecie interesującą premierą „Balladyny” w reżyserii swojego kierownika artystycznego Bogdana Kokotka.

Szkoda, że ani bielski teatr, ani przedstawiciele władz Bielska-Białej nie dostrzegli święta najważniejszej instytucji kulturalnej Polaków na Zaolziu. Scena Polska – jedyny zawodowy teatr polski za granicą, utrzymywany przez władze państwa, w którym działa –powstała bowiem z inicjatywy działaczy Polskiego Związku Kulturalno-Oświatowego (którzy kontynuowali bogate tradycje amatorskiego ruchu teatralnego Polaków z Zaolzia jeszcze z lat międzywojennych) oraz Josefa Zajíca, dyrektora istniejącego od 1945 roku teatru Těšínské divadlo (grającego po czesku). Ale wydatnej pomocy udzielił im Teatr Polski Bielsko-Cieszyn, a zwłaszcza jego ówczesny dyrektor Aleksander Gąssowski. Bielsko-cieszyński zespół dysponował wówczas zarówno sceną macierzystą w Bielsku-Białej, jak i gmachem Teatru im. Mickiewicza w Cieszynie. Może dlatego Gąssowski z ciekawością zaglądał za Olzę. W połowie października 1949 zaprosił na uroczystą inaugurację sezonu do Cieszyna dyrektora Zajíca i prezesa Towarzystwa Przyjaźni Czechosłowacko-Polskiej dr. Františka Krála (przed wojną szanowanego przez Polaków prezesa Klubu Polsko-Czeskiego), podpisano wówczas umowę o wymianie przedstawień. Jej najbardziej spektakularnym owocem był „Pan Jowialski” Fredry z gościnnym udziałem w roli tytułowej Ludwika Solskiego (miał wówczas 95 lat, prasa reklamowała go jako „najstarszego aktora świata”). Premiera przedstawienia w reżyserii Władysława Stomy odbyła się 25 listopada w Cieszynie, a od 29 listopada spektakl ruszył w tournée po czechosłowackiej części Śląska Cieszyńskiego, odwiedzając Frysztat, Czeski Cieszyn, Karwinę, Bogumin, Trzyniec i Morawską Ostrawę. Publiczność podobno czekała na gafy wiekowego aktora – zarówno sceniczne i pozasceniczne. W Karwinie, jak notuje Andrzej Linert, miał na pospektaklowej kolacji z udziałem władz wznieść toast na cześć… Jugosłowacji. W Jugosławii rządził wówczas marszałek Tito, dla ówczesnej prasy bloku radzieckiego rodzaj „czarnego luda”, niemal tak strasznego, jak prezydent Truman. Oczyma duszy widzę przerażenie na twarzach karwińskich notabli. Innym ciekawym efektem współpracy było zagranie w Teatrze im. Mickiewicza w Cieszynie w 1951 słynnych „Igraszek z diabłem” Drdy – po czesku (a nie umiano wówczas wyświetlać napisów!).

Reklama

Dla genezy Sceny Polskiej najważniejsza była pomoc dyrektora Gąssowskiego w szkoleniu aktorów stanowiących jej pierwszy zespół. Byli to bowiem kierowani przez referenta teatralnego PZKO Władysława Niedobę (później pierwszego szefa Sceny Polskiej) amatorzy, którzy niejednokrotnie porzucali dla sceny intratniejsze zawody górnika czy hutnika. Wybrani zostali z uczestników tzw. internatowego kursu teatralnego w Jabłonkowie, którego instruktorami byli: szefowie teatrów Zajíc i Gąssowski, Władysław Woźnik (profesor PWST w Krakowie) oraz artyści bielsko-cieszyńskiego zespołu: aktor, wychowanek „Reduty” Osterwy – Kazimierz Brodzikowski i scenograf Roman Feniuk. W ciągu kolejnych 70 lat amatorów w zespole zastąpili zaolziańscy absolwenci szkół teatralnych w Polsce i Czechosłowacji oraz zawodowi aktorzy rodem z kraju (w niektórych okresach praca w SP to były dla polskich aktorów prawdziwe „saksy”). W ciągu tych lat nadal bardzo silne były związki między SP a bielskim teatrem, głównie personalne, że wymienię tylko kilka nazwisk, które znacząco zapisały się w historii obydwu scen: Alojzy Nowak, Marek Mokrowiecki, Rudolf Moliński, Karol Suszka czy zmarły niedawno Kazimierz Czapla, w którego karierze teatralnej jedyny czas poza Bielskiem to pięć i pół sezonu w Czeskim Cieszynie.

Pierwsze słowa, jakie padły ze Sceny Polskiej w Czeskim Cieszynie (grającej w sali hotelu Piast): „Więc jak, panie Władziu…” – wypowiedział ślusarz z huty trzynieckiej, Janusz Bobek, kreujący w inauguracyjnym przedstawieniu negatywną postać Sobka. Była to sztuka Aleksandra Maliszewskiego „Wczoraj i przedwczoraj”, której akcja rozgrywała się w Warszawie w latach 1942–1949, bardzo w owym czasie popularna na scenach polskich. W reportażu Marii Podolskiej z czeskocieszyńskiej inauguracji („Trybuna Tygodnia” 1951 nr 38 – sobotni dodatek do „Trybuny Robotniczej”) znajdujemy godną uwagi ciekawostkę. Otóż katowicka recenzentka zauważyła za kulisami autentycznych żołnierzy Československej armády, którzy „gotowali autentyczne pepesze do oddania serii autentycznych strzałów w worki z piaskiem”.

Reklama

70 lat później, w jubileuszowej „Balladynie”, zwracają uwagę pomysły reżysera: Grabiec pojawia się nad Gopłem odwrócony tyłem do widzów, kuca, zaczyna opuszczać spodnie i wtedy dostrzega go Goplana; Balladyny nie zabija piorun, lecz w efektownej scenie dusi się – czy jest duszona (?) – przez koronę Popielów. Pozytywnie zaskakuje ascetyczna, funkcjonalna scenografia. Właściwie to tylko podest, przypominający wybieg pokazu mody, obstawiony z lewej i prawej strony przez świecące równolegle do rampy reflektory. Scenograf Krzysztof Małachowski stworzył także kostiumy – podobać się może zwłaszcza suknia królewska Balladyny i ubiory postaci fantastycznych; gorzej z kostiumami ludu. Jeśli chodzi o role, najciekawsza wydaje się kreacja Idy Trzcińskiej rodem z Kalisza, świeżo upieczonej absolwentki Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie (dyplom: „Hey U” w reż. Agnieszki Glińskiej), która tą pracą obiecująco rozpoczęła karierę zawodową.

Wpadajcie za Olzę do teatru.

Reklama

Janusz Legoń

Na zdjęciu: Ida Trzcińska jako Balladyna.  (foto: Darek Dudziak / Festiwal Bez Granic)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości