Poznaj Polaka, którego twórczość trafiła na listę UNESCO i stała się zabytkiem kultury

 
 

W tej chwili pan Jerzy pracuje nad zamówieniem z Księstwa Monako i z Luksemburga

Pierwsze zapisy na temat rusznikarstwa w Polsce sięgają 1529 roku. Ostatnim aktywnym jego przedstawicielem i twórcą cieszynek – lekkiej, małokalibrowej strzelby myśliwskiej przeznaczonej do polowań na siedzące ptactwo – jest Jerzy Wałga. Człowiek bez reszty oddany swojej pasji, pracujący w kameralnej pracowni na cieszyńskim rynku. Właśnie w tym roku jego zakład obchodzi jubileusz czterdziestolecia.

O Cieszynce możemy przeczytać, że broń ta służy do polowania na siedzące ptactwo, stąd też nazwa „ptaszniczka”. Bogata inkrustacja wykonana z metalu, masy perłowej i kości przedstawia jelenia, psy ścigające zająca, lwa z upolowanym zającem oraz walkę Samsona z lwem. Zamek kołowy zewnętrzny z kurkiem zdobiony rytowanym przedstawieniem fantastycznego ptaka, potwora morskiego, kwiatów i liści stanowił pewną nowość w owych czasach. Kaliber: 8,10 mm.

Na temat cieszynek pan Jerzy mógłby opowiadać godzinami, a czyni to z wyjątkową swadą. „Kwalifikowana produkcja cieszynek rozpoczęła się w drugiej połowie XVI w., po przyjeździe Jerzego Kurlanda. Broń tę wyróżniają ozdobne inkrustacje i to, że jest to jedyna broń palna, z której strzela się z policzka, przykładając ją do twarzy” – tłumaczy.

 

Dla osób takich jak ja, czyli niemających na co dzień z bronią nic wspólnego, w oczy rzucają się przede wszystkim piękne wzory przyozdabiające cieszynki. Chwalił je chociażby Adam Mickiewicz w jednej z Ksiąg Pana Tadeusza.

„Cieszynka posiada unikalny, niezwykle rzadko wykorzystywany w broni mechanizm zapalający – zamek kołowy. Jest to dość skomplikowana konstrukcja, którą wieki temu wykonywało często nawet kilku ślusarzy, dzieląc się swoją pracą. Szkic tego zamka wykonał zaś sam Leonardo da Vinci” – zaznacza Wałga.

 
 

Praca nad jedną cieszynką może trwać nawet do czterech miesięcy, jest niezwykle skomplikowana i wymaga ogromnej precyzji. Samo inkrustowanie (przeniesienie na drewno – koniecznie z gruszy! – graficznego ornamentu) może trwać do dwóch miesięcy. Nic dziwnego, że na świecie zachowało się stosunkowo niewiele egzemplarzy tej broni (Pan Jerzy mówi o ok. 300 sztukach), które cieszą się popularnością na całym świecie. „W tej chwili przygotowuję cieszynki na zamówienie z Księstwa Monako i z Luksemburga, na zamówienie prywatnych osób” – zaznacza rzemieślnik. „Osobną kwestią są zlecenia na odrestaurowanie często bardzo wiekowych cieszynek, które potrafią osiągać na licytacjach domów aukcyjnych kwoty sięgające kilkaset tysięcy złotych” – dodaje Wałga.

 

Ceny te będą z pewnością z roku na rok wzrastać z banalnej przyczyny. Cieszyńskie rusznikarstwo artystyczne zostało w 2014 roku wpisane na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO. Nasz bohater jest pierwszym rzemieślnikiem w historii, który na nią trafił. Zarazem Jerzy Wałga to ostatni rusznikarz zajmujący się cieszynkami. Jak ze smutkiem przyznaje, nie doczekał się żadnego ucznia-podopiecznego, który mógłby przejąć po nim zakład. „Młodzi przychodzą i po kilku dniach, a czasem nawet godzinach się zrażają. To praca, która wymaga dużego przygotowania i nauki, co w tych czasach stanowi dla dzieciaków przeszkodę nie do przeskoczenia. Rzemieślnictwo odchodzi do lamusa” – konstatuje.

 

W 2014 roku Cieszynka została wpisana na Krajową Listę Dziedzictwa Narodowego UNESCO. Proces ten trwał dwa lata. Wciąż jest szansa na wpisanie jej na Światową Listę Dziedzictwa. Sprawę prowadzi Narodowy Instytut Dziedzictwa. Każdego roku można złożyć jeden taki wniosek.

_ _
Jerzy Wałga, rusznikarstwo, cieszynka
źródło: www.vice.com



Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress